poniedziałek, 28 października 2013

Rozdział 4

-Czyli kto? Do cholery jasnej co tu się dzieje?! – wysyczałam najciszej jak tylko mogłam, w obawie że dwóch umięśnionych facetów nas usłyszy.
Kieran nie odpowiedział, zasłonił mi tylko usta swoją dużą dłonią i rozglądnął się dookoła. Bałam się. Naprawdę się bałam, tych dwóch mężczyzn  wyglądali naprawdę groźnie, mogli nam zrobić wszystko; zabić, uprowadzić, pobić, cokolwiek. Dodatkowo, 20’latek który mnie tu zabrał, nie podtrzymywał mnie a duchu bo sam czuł lęk. W pewnym  momencie chłopak przycisnął moje plecy do drzewa a sam zbliżył się tak że czułam jego tors przez dwie cienkie warstwy materiału. Już miałam go odepchnąć kiedy usłyszałam szelest liści. Zrozumiałam właśnie że chłopak tylko się chował przed prześladowcami. Chyba to zadziałało bo kroki były coraz cichsze, a to znaczyło że się oddalały. Po jakimś czasie, szatyn ostrożnie wychylił głowę zza drzewa i rozejrzał się. Zrobił krok w stronę głównej ścieżki i skinięciem dłoni dał mi znak żebym szła za nim. Szliśmy szybkim krokiem, najciszej jak tylko mogliśmy a kiedy znaleźliśmy się s powrotem na kamienistej plaży, rzuciliśmy się biegiem w stronę auta. Kieran po drodze zabrał swoją gitarę którą tu zostawił, rzucił ją na tylne siedzenie, poczekał aż wsiądę  i odpalił silnik. Auto w błyskawicznym tępie dotarło s powrotem na główną szosę, ale to nie był koniec. Czarne bmw które należało do dwóch groźnych prześladowców jechało 30 metrów za nami.
-Jak oni nas znaleźli?! – zapytałam zaniepokojona.
Kieran mi nie odpowiedział, spojrzał w lusterko i znacznie przyspieszył. Kierowca bmw zrobił to samo, powoli nas doganiali. Co chwilę rzucałam nerwowe spojrzenia, to na Kieran’a, to na bmw, i tak na zmianę. Chłopak albo próbował ukryć niepokój albo był naprawdę spokojny.
***
Próbowałem myśleć rozsądnie, to ja wpadłem na pomysł żeby wybrać się nad jezioro, to ja zmusiłem ją żeby wsiadła do auta, i to ja jestem odpowiedzialny za jej bezpieczeństwo. Musiałem odwieść dziewczynę bezpiecznie do domu i zgubić bandziorów Phil’a. Musiałem zrobić cokolwiek  Z drugiej strony nie mogłem jej odwieść kiedy to cholerne bmw nas śledzi, naraziłbym ją na groźby i niespokojne noce. To było za duże ryzyko, musiałem ich najpierw zgubić. Czarne auto było coraz bliżej. Musiałem coś wymyślić. Już wiem co mam zrobić! Trzeźwe myślenie powróciło.
-Teraz ty prowadzisz. –rzuciłem.
-Co?! –najwidoczniej to co powiedziałem było dla niej szokiem.
Wcisnąłem guzik który otwierał dach mojego cabrioleta i wyjąłem z zza fotela kieszonkowy pistolet. Mina Izzy, bezcenna.
-Trzymaj kierownice. –rozkazałem, po czym zamieniliśmy się miejscami, uważając żeby nie spowodować wypadku.
Przeczołgałem się miedzy fotelami i kucnąłem na tylnym siedzeniu. Wycelowałem pistolet w przednie koło bmw i oddałem strzał. Izz krzyknęła i obróciła się w moją stronę, chyba tylko po to żeby się upewnić że nikogo nie zabiłem, po czym skupiła się znowu na prowadzeniu cabrioleta. Czarny pojazd zachwiał się, a ja strzeliłem w drugie koło, tak dla pewności. Bmw wpadło w lekki poślizg i stanęło na środku drogi. Wróciłem na przednie siedzenie i odetchnąłem z ulgą. Adrenalina wciąż pulsowała w moich żyłach, to samo zapewnię działo się w ciele Izzy. Nie planowałem takiego zakończenia wycieczki, myślałem że tu mnie Phil nie znajdzie, a jednak, on potrafi dużo.
-O co z tym chodziło? W ogóle to czemu ty trzymasz broń w samochodzie?! –wydyszała dziewczyna.
-Przecież sama właśnie zobaczyłaś czemu –odpowiedziałem szybko.
Przez dłuższą chwile nic nie mówiła, ale po chwili stwierdziła- To nie był zbyt dobry plan żeby naprawić nasze relację.
-Na początku był dobry, dopóki nie zjawili się oni. Przepraszam.
Izz skręciła w końcu w alejkę między czerwonymi domami, przejechała kilka ulic, zaparkowała przed moim domem i wyszła z auta bez słowa. Szybko zareagowałem i stanąłem jej na drodze.
-Ej, przepraszam Cię. To nie miało tak wyjść. –zapewniłem.
-Nie obchodzi mnie to. Daj mi spokój proszę Cię. Co ty w ogóle ode mnie chcesz?!
Nie wiedziałem co jej odpowiedzieć. Wlepiłem wzrok w ciemny asfalt na którym staliśmy, a ona mnie tylko wyminęła i skierowała się w stronę swojego domu po drugiej stronie ulicy.
***
Szybko wyjęłam kluczę z torebki i zręcznie otworzyłam nimi frontowe drzwi.
-Gdzie byłaś tyle czasu? Dzwoniłam do ciebie. –wypomniała mi mama, zaraz jak przekroczyłam próg domu.
-Przepraszam, byłam się przejść z Evie, miała problem. –skłamałam.
-I rozwiązywałyście ten problem ponad cztery godziny?
-Tak jakby, przepraszam Cię, później porozmawiamy, idę się odświeżyć.
-Oj porozmawiamy sobie, martwiłam się o ciebie! Wystarczyło do mnie zadzwonić! –Jej ton zabrzmiał dość groźnie, czułam że naprawdę się martwiła.
-Przepraszam. To się już nie powtórzy. –przytuliłam ją po czym wbiegłam do góry po schodach.
Nie mogę uwierzyć w to co się dzisiaj stało, to było takie dziwne, nie, stój, to nie było wcale dziwne, to było przerażające. Mogliśmy zginąć! Ale tego oczywiście rodzicom nie powiem. Sami by pewnie zabili Kieran’a jeśli by się dowiedzieli. A szczerzę mówiąc, polubiłam go, widziałam że się dziś starał, później mnie jeszcze przepraszał za wszystko. Nie potrafiłam się na niego długo wściekać. Nadal czułam przed nim lęk, ale chyba mi się to podobało. Sama siebie nie rozumiem. To takie skomplikowane!
***
Zatrzasnąłem za sobą głośno drzwi i rzuciłem się na najbliższy fotel w salonie.
-Co się stało? –spytał mnie mój brat Dean.
-Spieprzyłem sprawę. –odpowiedziałem.
-Chodzi o tą dziewczynę?
-A jak myślisz?
-Co się stało?
-Kurwa. Co to, przesłuchanie?! Phil się napatoczył i tyle.
-Nie pierwszy i nie ostatni raz, przecież o tym wiesz. On nas wszędzie znajdzie.
-Gdzie Kit i Sean? –zmieniłem temat.
-No właśnie, eee... Lepiej sam to zobacz. –powiedział podając mi skrawek papieru.
-Co to jest? –zapytałem zdziwiony. Jakoś nie miałem ochoty na dodatkowe problemy, a coś czułem że ta kartka mi ich doda.
-Czytaj. –zachęcił mnie Dean.

Myślisz że przebitymi oponami załatwisz sprawę? Póki nie spłacisz długu twój przyjaciel sobie u nas posiedzi. –P.

-I nic z tym nie zrobiłeś?! A co z Sean’em? –byłem wściekły.
-Dopiero co to podrzucili. A Sean pojechał za nimi.
-Kurwa, zostawić was na chwile i wszystko się wali. Czemu go samego puściłeś?!
-Ktoś musiał na ciebie poczekać, tak to byś nic nie wiedział.

-Ja pierdole, zbieraj się.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej:3 Znowu rozdział baaaardzo spóźniony. A to znowu wina laptopa. Nie wiem czemu on się tak szybko psuje:/ Chyba czas na nowego;)
Ten był pisany dziś na szybko więc przepraszam jeśli jest do dupy:) "główny" komputer nam niedawno naprawili więc na niego weszłam:) Strasznie go nie lubię bo muli, ale wszystko dla was;) 
Sto Lat dla Robbie'go! Dzisiaj ma ten rudzielec urodziny:3

Komentujciee z opinią:)

4 komentarze:

  1. Nie jest do dupy!! świetny jak zwykle <3 już nie mogę się doczekać kolejnego

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny świetny!Wiesz ja już bym chciała żeby było przynajmniej ze 100 nowych rozdziałów.Więc czekam na CD i ładnie proszę dodaj szybciej *O*

    OdpowiedzUsuń
  3. czemu nie piszesz dalej? :c jesteś świetna, nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału *.* <3

    OdpowiedzUsuń